Dołączyła: 02 Kwi 2005 Posty: 917 Skąd: tego nie wie nikt ;)
Wysłany: 10 Sierpień 2005, 12:37
Nasze zaręczyny były "starodawne" - jak to mówi moja siostra
Mój "chłopak" przyjechał z rodzicami, z bukietem kwiatów dla przyszłej teściowej, "specjalnym" trunkiem dla tęścia - najpierw poprosił moich rodziców o rękę córki, pięknymi słowami (moi rodzice o mało się nie popłakali ), potem ukląkł na jedno kolano i poprosił mnie - ja się oczywiście zgodziłam, narzeczony nałożył pierścionek na mój palec i odetchnęliśmy z ulgą Potem się dużo piło i rozmawiało o weselu
toksynko-
faceci wcale tak nie myślą, że możecie być zaręczeni 2-3 lata... paru o to pytałam i każdy mówił "no co ty - zaręczyny to zaraz przed ślubem!"
_________________ Women don't make fools of men - most of them are the do-it-yourself types.
No wlasnie o to chodzi, ze planujemy sie zwiazac ze soba za 3-4 lata.
Ale patrze na Mimiru, kumeplki ktore juz dawno z pierscionkiem laza i taka jakas panika mnie nachodzi (tylko, ze mi sie pod oltarz nie spieszy. Tak jak jest, jest SUPER, ale jednak latka leca ) co bedzie jak mnie rzuci Panwu?? albo co??
No wiem. ale wiesz. Czasami czlowiek wpada w panike Tu zareczyny, tam slub. A ja nic.
A co jak mu sie nie podobam?? albo mam tak zryty beret, ze nie idzie. Albo mnie rzuci za pare lat i sobie nikogo nie znjade i umre sama w samotnosci. albo zostane stara panna-wariatka i dzieci beda we mnie rzucaly zgnilymi jajami
Ale z drugiej strony to mi sie do oltarza nie spieszy. Moze za 3-4 lata. ale chyba fajnie byloby byc zareczonym
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum