Mam pytanie do starszych koleżanek, mam 21 lat i planujemy z moim chłopakiem wspólne mieszkanie bardzo tego chce ale mam też sporo wąpliwości natury technicznej. Jestem bardzo zwiazana z moim rodzinnym domem. Chcę tej przprowadzki boję się troszke tak dużej zmiany... rodzina w pełni akceptuje moje plany nie wywierają na mnei presji... ale jednak to uczucie bezradności pozostaje
tylko mnie nie chodzi o to że ja nie jestem pewna czy chcę z J. zamieszkać bo tego jestem pewna.. tylko bardzo ciężko mi wyobrazić sobie rozstanie z rodzinnym domem.. rodzicami...wiem ze kiedyś musi to nastąpić i wiem ze właśnie z nim bo planujemy wspólną przyszłosć..
Wydaje mi się, jeśli wciąż nie możesz "odlecieć z rodzinnego gniazdka" to znaczy, że jeszcze nie pora.
Nie wiem, ja byłam mocno zdecydowana wyprowadzić się od rodziców przy sprzyjającej okazji i nie dlatego, żeby nam się nie układało, tylko takie miałam ambicje i chciałam radzić sobie sama.
No a jak się znalazł facet, to trochę trwało to docieranie do siebie, ale w pewnym momencie stwierdziłam, że dosyć zabaw w randki i trzeba przejśc na kolejny etap
Ja tak jak Rosemary uważam! Dokładnie to samo sobie postanowiłam co ona i nie żałuję
_________________ Od grzechu zaczął się jej świat, a że Bóg ją stworzył, a Szatan opętał - jest więc odtąd po dziś dzień raz grzeszna a raz święta, zdradliwa i wierna, dobra i zła; daje rozkosz i rozpacz, przez nią uśmiech i łza; jest jak gołąb i żmija, jest jak piołun i miód, jest jak anioł i demon, jest jak upiór i cud; i szczyt nad chmurami i przepaść bez dna; jest początkiem i końcem -
KOBIETA - aha!
Oleanderku, jestem (trochę) starsza od Ciebie, i już od około 1,5 roku pragnęłam zamieszkać z moim R. Na początku nie było na to warunków, potem sytuacja w domu R. nas wstrzymywała. W końcu niedawno stwierdziliśmy, że nie możemy mieszkać z rodzicami do 30-stki przecież, więc zaczęliśmy szukać jakiegoś mieszkania. Wszystko było bardzo 'nierealne', aż do czasu kiedy znaleźliśmy coś dla siebie.
Byłam podekscytowana i przerażona jednocześnie. Z jednej strony bardzo cieszyłam się, że w końcu zamieszkam z R., z drugiej czułam się tak jakbym traciła rodzinę (głupie bardzo uczucie, które narosło najbardziej kilka dni po przeprowadzce). Jak już przewiozłam większość swoich rzeczy, a R. poszedł do pracy, zostałam sama... zrobiło mi się cholernie smutno, przykro i poczułam się bardzo samotna. Płakałam, musiałam wyrzucić z siebie te złe emocje. Potem sama sobie wytłumaczyłam, że przecież ja się tylko wyprowadziłam. Zostają telefony, odwiedzanie się... dopiero po wyprowadzce zrozumiałam jaką mam wspaniałą rodzinkę (bo na co dzień nie zauważałam tego). Teraz co najmniej raz w tygodniu widzimy się z rodzicami i bratem... a te spotkania są bardzo miłe i rodzinne (bo chyba trochę za sobą tęsknimy, ale wiemy, że tak musiało się stać. Tak jest dobrze!)
Strasznie się rozpisałam, ale chciałam przez to wyrazić, że rozumiem Twoje wątpliwości. Musisz być pewna, że chcesz zamieszkać ze swoim chłopakiem. To powinna być rozsądna i przemyślana decyzja. Myślę, że skoro piszesz, że jesteś bardzo związana z domem, czujesz bezradność, to może do końca nie jesteś pewna że chcesz się wyprowadzić, może jeszcze nie czas, może po prostu nie jesteś jeszcze na to gotowa. W każdym razie jeśli rodzice akceptują Twoją decyzję, to na pewno będą Cię wspierać. Ale nie spiesz się. Musisz być pewna że tego chcesz, a rodzice zawsze będą z Tobą!
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum